Dalej jest
tylko strach

Thriller kryminalny
inny niż wszystkie

Patronat medialny

#2. Nie napiszesz książki jeśli…

4 czerwca 2018

Zastanawiałem się, od czego zacząć mój poradnik – „Jak wydać samodzielnie własną książkę i odnieść sukces”. Na początku powinienem określić docelową grupę odbiorców mojego bloga. Zatem precyzuję, że w szczególności zwracam się do pisarzy amatorów, którzy postanowią wydać swoją książkę samodzielnie. Dotyczy to takich absolutnie początkujących, jakim byłem ja sam jeszcze pół roku temu, jak i tych już nieco obeznanych z realiami polskiej branży wydawniczo – księgarskiej. W tym, oraz kolejnych wpisach poznacie całą moją drogę prowadzącą do wydania w formie self-publishingu własnej powieści. Mam nadzieję, że przedstawienie i opisanie wszystkich etapów procesu wydawania książki, będzie dla zainteresowanych tym tematem bardzo pomocne. Spytacie, dlaczego uważam, że moja droga jest lepsza niż innych? Czym moje doświadczenia różnią się od tych, opisanych już w sieci? Spieszę z odpowiedzią. W Polsce było kilku autorów, którzy samodzielnie wydali swoją książkę i odnieśli duże sukcesy. Wszystkie one miały jedną cechę wspólną. Były to różnego rodzaju poradniki. Jeszcze żaden self-publisher nie zaistniał na rynku szeroko pojętej beletrystyki, a w szczególności jej głównych gatunków – jakimi są niewątpliwie kryminał i thriller. Ten teren jest niejako zarezerwowany dla „rekinów” rynku księgarskiego. Kilkanaście wydawnictw w Polsce posiada prawa do publikacji powieści w zasadzie wszystkich najbardziej znanych autorów. Chodzi zarówno o pisarzy zagranicznych, jak i rodzimych.  Kryminały i thrillery to sektor tortu księgarskiego przynoszący największe profity /oczywiście poza sekcją podręczników szkolnych, ale ten rodzaj działalności wydawniczej nie podlega naszej analizie/. Tam gdzie są duże pieniądze, nie ma miejsca na sentymenty. Sprawdzają się pewne i przetestowane wzorce, czyli nazwiska gwarantujące odpowiednią sprzedaż. Dlatego właśnie początkujący autor kryminału, o którym jeszcze nikt nie usłyszał, ma niestety całkiem duży problem…..

Jednym z piękniejszych momentów dla każdego pisarza jest postawienie kropki na końcu ostatniego zdania pisanej powieści. Z reguły ma miejsce burza emocji, z pewnością coś na kształt świętowania. Następnego dnia, gdy nieco ochłoniemy z euforii, zaczniemy zastanawiać się jakiemu wydawnictwu damy szansę opublikowania tak wspaniałego i nietuzinkowego dzieła, jakie dopiero co zakończyliśmy tworzyć. Zakładam, że mamy do czynienia z kryminałem, lub thrillerem. Tym niemniej, uwagi poniżej zaprezentowane odnoszą się w zasadzie do każdej książki z szeroko pojętej beletrystyki. Różnica pomiędzy nimi polega tylko na tym, do którego wydawnictwa wysyłamy swój plik z tekstem. Jak wiadomo, wcześniej musimy zrobić rozeznanie na rynku księgarskim i dowiedzieć się, jaki gatunek książek publikuje  wybrana przez nas oficyna. Takie informacje w czytelny sposób są zamieszczone na stronach każdego wydawnictwa. Podobnie zresztą jak te, w jakiej formie mamy przesłać naszą propozycję wydawniczą. Są wydawnictwa, w tym jedno z najwyższej półki, które życzą sobie tekst w formie papierowej. Z reguły jednak wysyłamy plik w Wordzie. W zasadzie będziemy musieli napisać także kilka słów o sobie, oraz przesłać krótkie  streszczenie książki.

Pamiętajmy, że wysyłając tekst do największych wydawnictw mamy w przybliżeniu od jednego do dwóch procent szans na ich pozytywną odpowiedź. Nie odnoszę się tutaj do merytorycznej warstwy napisanego przez Was dzieła. Nie o to tutaj chodzi. Do każdej z dużych oficyn trafia miesięcznie od kilkudziesięciu do nawet kilkuset plików podobnych do Waszego. Pierwsza selekcja takich propozycji wydawniczych jest często robiona „dość wybiórczo”. Czasami, a nie jest to bardzo rzadka sytuacja, plany publikacji w danej firmie są określone na półtora do dwóch lat w przód. Wówczas nawet gdybyście mieli to niewiarygodne szczęście i znaleźli się w kręgu zainteresowania potentata, to wasza książka będzie mogła się ukazać za dwa, może trzy lata. Przy czym, na to że zostanie ona rzeczywiście wydana w tym czasie – gwarancji nie uzyskacie. Reasumując, można spróbować dostać się na listę płac największych wydawnictw, ale trzeba zdawać sobie sprawę, jakie mamy szanse powodzenia, oraz ile może potrwać ewentualny proces wydawniczy. Należy jeszcze dodać, że firmy te zastrzegają prawo do odpowiedzi tylko w przypadku zainteresowania się nadesłaną propozycją. Okres oczekiwania na takową – czyli w rzeczywistości na jej brak wynosi od dwóch do  trzech miesięcy.

Gdy po tym okresie, na naszą skrzynkę pocztową, pilnie zresztą przez nas obserwowaną, nie dotarła żadna wiadomość od którejkolwiek z oficyn księgarskich, mamy dwa rozwiązania. Pierwsze to skorzystać z usług wydawnictw typu vanity press. Drugie to samodzielnie wydać swoją powieść. Nie będę się w tym miejscu rozwodził, na czym polega istota założeń vanity press – czyli współfinansowania przez autora procesu wydawniczego swojej książki. Myślę, że wszyscy zainteresowani znają temat.

W moim przypadku wysłałem książkę do trzynastu największych wydawców kryminałów i thrillerów oraz do gdyńskiego Novae Res, które po analizie rynku uznałem za najpoważniejszą oficynę w segmencie vanity press. Po sześciu tygodniach otrzymałem odpowiedź od Novae Res, a po około dwóch miesiącach od Wydawnictwa Rebis. Poznański Dom Wydawniczy Rebis podziękował mi za przesłaną propozycję i w grzecznych słowach napisał, że nie jest nią  zainteresowany. Choć wszyscy, do których przesłałem plik informowali, że brak odpowiedzi jest równoznaczny z odpowiedzią negatywną, to jednak dziękuję Rebisowi za mały, ale jednocześnie szlachetny gest napisania kilku słów. Nikt inny na to się nie zdobył. Od profesjonalnego rynku wydawniczego otrzymałem dość czytelną wiadomość. Mamy twoją książkę sam wiesz gdzie….

Natomiast  Novae Res, któremu najpierw wysłałem streszczenie poprosiło o przesłanie całej powieści. Po około ośmiu tygodniach otrzymałem od nich maila, że są zainteresowani jej wydaniem. Przedstawiono mi proces, po przejściu którego „Dalej jest tylko strach” miałby się ukazać na półkach księgarń tradycyjnych, oraz internetowej stronie Novae Res. W dużym skrócie wyglądało to następująco. Książka miała zostać wydana po roku od dnia podpisania umowy, po stronie oficyny były wszystkie prace nad tekstem /redakcja, korekta, projekt okładki/ oraz dystrybucja i promocja wydanej już książki. Co się tyczy dwóch ostatnich zagadnień – były to podstawowe działania takie jak udostępnienie tytułu w swoich katalogach dla firm dystrybucyjnych. Nie łudziłem się, że jako całkowity debiutant skupię na sobie uwagę gdyńskiego wydawnictwa i „przechwycę” połowę ich rocznego budżetu reklamowego. Teraz rzecz najważniejsza. Umowa Novae Res z moją osobą jako autorem zawierała punkt o dofinansowaniu procesu wydawniczego własnej książki. Ta kwota zawsze obliczana jest indywidualnie i zależy głównie od obszerności tekstu. Mój był niestety bardzo obszerny. Liczył sobie około trzydzieści sześć arkuszy wydawniczych /jeden arkusz wydawniczy to 40.000 znaków typograficznych – ze spacjami – jeśli dotyczy prozy/. Stanęło na dwunastu tysiącach złotych płatnych w dwóch ratach. Połowa po podpisaniu umowy, druga część po pół roku. Prawa autorskie pozostawały przy mnie. Miałem zagwarantowane dwadzieścia procent od każdej sprzedanej książki.  Dlaczego nie skorzystałem z propozycji Novae Res, oraz jakie były moje pierwsze kroki w self-publishingu dowiecie się z kolejnego wpisu.

Self publishing