Dalej jest
tylko strach

Thriller kryminalny
inny niż wszystkie

Patronat medialny

Książka dla młodzieży nieco starszej

11 czerwca 2018

Mam problem z jasnym przekazem, jakie książki w okresie „mojego liceum” były dla mnie najważniejsze. Gdy wspominam tamte lata /1979-1983/ to przychodzi mi na myśl dość nietypowa książka, której nie można było zresztą przeczytać. Jej należało słuchać. Nazywano ją muzyką rockową, w skrócie rockiem. Muszę przypomnieć współczesnemu młodemu pokoleniu, że w 1979 roku w kraju nad Wisłą z anten Polskiego Radia, oraz wszystkich trzech kanałów państwowej telewizji wybrzmiewała radosna, lub mniej radosna piosenka solistek, ewentualnie wokalistów o ptaszkach, zielonych łąkach, czy innych miłostkach. Może nieco przesadziłem, ale już jazz był czymś mocno odmiennym od wszechobecnej wówczas „propagandy sukcesu”. Co dopiero muzyka rockowa. Bardzo mało było jej w radiu, a w telewizji w ogóle. W małych miasteczkach, gdzie nie było rzecz jasna klubów studenckich, te nowinki docierały z wielkim trudem i opóźnieniem, ale docierały. Pamiętam jak dziś wieluński kinoteatr /Wieluń to moje rodzinne miasto/ i koncert zespołu Porter Band. Choć minęło 38 lat, na tamte wspomnienia, aż ciarki mi po plecach przechodzą. Niedługo potem był Jarocin i TSA. Ten skrót /TSA/ większości z Was nic nie mówi, ale dla mojego pokolenia te trzy literki maja duże znaczenie. Kilka miesięcy później pierwszy raz w życiu ufarbowałem sobie włosy na fioletowo. Wyjeżdżaliśmy na Rockowisko do Łodzi. Oczywiście, że nie zrobiłem tego w domu, tylko u kolegi, gdzie mieliśmy zbiórkę przed wyjazdem. Jak mawiał nasz klasyk „ojce mi takiej fanaberii płazem by nie puściły”. Tam w łódzkiej Hali MOSiR-u, wypełnionej po brzegi młodymi ludźmi, pierwszy raz w życiu dostałem policyjną pałą/wówczas milicyjną/. Przepraszam, za być może za długi opis tej dziwnej książki, ale to były piękne czasy….. Wracając do prawdziwej literatury. Jak na czas buntu i … dojrzewania przystało, przypominam sobie mocno zniszczoną, od przechodzenia z rąk do rąk okładkę „Kompleksu Portnoya” Philipa Rotha. Wielkie wrażenie zrobił też na mnie Kurt Vonnegut i jego „Śniadanie mistrzów” – to były książki mocno inne niż te, nazywające się lekturami obowiązkowymi. Jeszcze dodam do tej mozaiki Jamesa Jonesa i jego „Cienka czerwona linię”.

Autora ulubione