Dalej jest
tylko strach

Thriller kryminalny
inny niż wszystkie

Patronat medialny

Księżycowa Jaskinia

21 czerwca 2018

Przygotowując się do pisania książki przeprowadziłem przegląd wszystkich posiadanych przez siebie informacji na temat niewyjaśnionych do dnia dzisiejszego tajemnic, związanych z tą największą – Die Glocke. Wśród nich jest kilka, które choć mają pewne, rzekłbym naukowe podstawy do tego by były poważnie potraktowane i zbadane, zbliżają się bardziej do legend. Tym niemniej są bardzo interesujące. Teraz opowiem Wam o pierwszej.

Był październik 1944 roku. Na Słowacji trwało antyfaszystowskie powstanie. Lekko ranny pięćdziesięciosiedmioletni powstaniec w randze kapitana -Antonin Horak, wraz z dwoma znacznie ciężej rannymi towarzyszami, potrzebowali schronienia i pomocy medycznej. Rozbity oddział Słowaków działał w Tatrach Niskich. Pomoc zaoferował im miejscowy baca o imieniu Slavek. Zaprowadził trzech powstańców do swojej tajnej kryjówki. Była to jaskinia z bardzo zamaskowanym wejściem. Tam ich zostawił i obiecał, że będzie donosił jedzenie. Na odchodne przestrzegł partyzantów, żeby pod żadnym pozorem nie wchodzili w głąb jaskini. W korytarzach bowiem czają się tajemnicze i najprawdopodobniej przeklęte miejsca, o których opowiadali Slavkowi dziadek i ojciec. Wszystkim czas mocno się dłużył. Kapitan Horak był lekko ranny w rękę i jako jedyny bez problemu mógł się poruszać, postanowił więc ,że pójdzie na zwiad. Wykształcenie miał inżynierskie o specjalizacji górniczej, tym bardziej interesowało go, co kryje dalej mroczny korytarz. Antonin był ponadto ciekaw, co tak bardzo wystraszyło ojca i dziadka bacy. Zaopatrzony w pochodnię i lampę ze świeczką- ruszył przed siebie. Po około trzydziestu minutach dotarł do miejsca, w którym zobaczył coś, co w pamiętniku opisał jako silos. Był to tunel o średnicy około 25 metrów, którego ściany, zdaniem Horaka, musiały być wytworem rąk ludzkich. W dodatku jedna ze ścian była idealnie zakrzywiona i zrobiona z dziwnego metalu. Stał tam przez dłuższą chwilę oniemiały z zachwytu. Zdawał sobie sprawę z tego, że podobnej struktury nie widział nigdy na swoje oczy. Gdy jednak zobaczył szczelinę w tym nienaturalnym korytarzu, nie odważył się do niej wejść. Pochodnia już mu zgasła, a lampka dawała nadzieję na zaledwie kilka minut światła. Zawrócił, ale obiecał sobie, że dopyta o wszystko dokładnie bacę i następnego dnia wróci w to miejsce z dodatkowymi świecami. Nazajutrz kapitan Horak zaopatrzony w dodatkowe świece i linę, tak jak sobie obiecał, ruszył do tajemniczego miejsca w głębi jaskini. Gdy dotarł do idealnie zakrzywionej ściany z metalu odnalazł szczelinę. Przecisnął się przez nią i spadł do ukośnego szybu, którego ściany były zbudowane z dziwnego niebieskiego metalu. Szerokość podstawy tego miejsca opisywał na 8 metrów. Wyglądało to, jakby ktoś umieścił w środku góry metalową konstrukcję o przekroju walca i kształcie sierpa. Ściany wewnątrz, Horak opisywał jako połączenie stali ze szkłem i kauczukiem. Nie można było ich zarysować nożem. Partyzant powracał w to miejsce każdego dnia. Był pewien, jak napisał w swoim pamiętniku, że w tej mrocznej słowackiej jaskini dotyka wielkiej tajemniczej konstrukcji powstałej najprawdopodobniej tysiące, a może nawet dziesiątki tysięcy lat temu. Niestety najciężej ranny towarzysz kapitana zmarł, a drugiemu stan polepszył się na tyle, że mogli opuścić ich kryjówkę. Antonin Horak tuż po zakończeniu wojny wrócił w to miejsce i rozpoczął poszukiwania na własną rekę. Niestety nie odnalazł jaskini. Rok później wyjechał wraz z rodziną do USA i dopiero w połowie lat sześćdziesiątych opublikował swoje pamiętniki. Zmarł w 1976 roku. Tak oto powstała legenda, która rozpalała wyobraźnię wielu badaczy tajemnic przez dekady. Poszukiwania tego miejsca oficjalnie rozpoczęły się na początku lat osiemdziesiątych. Czescy speleolodzy zorganizowali trzy wyprawy w rejony słowackich gór, gdzie możliwa była lokalizacja prehistorycznych szybów kopalnianych. Nic nie znaleźli. Podobne efekty przyniosły następne wyprawy organizowane przez słowackich grotołazów, w tym również te wspierane przez rząd słowacki. Nie udało się niestety odnaleźć tajemniczej sztolni, ponadto dokładne badania życiorysu kapitana Horaka wykazały wiele nieścisłości ,co do terminów walk powstańców słowackich, oraz miejsc , w których się odbywały. Nie wdając się w szczegóły, wniosek był jeden. Horak najprawdopodobniej nieco minął się z prawdą. Za to piękną legendę o Jaskini Księżycowej zna wielu mieszkańców pogranicza polsko-słowackiego i jak widać -nie tylko oni.

Jeszcze jestem Wam winien źródła tych informacji, bo takowe są naprawdę mocne: trzeci numer biuletynu amerykańskiego National Speleological Society z 1965 roku. Tam zostały opublikowane wspomnienia dr Tony’ego Horaka /to opisywany kapitan Antonin Horak/, który po wojnie w 1946 roku uciekł z Czechosłowacji do USA i osiedlił się w stanie Kolorado.

Ps. Jedna z lokalizacji Księżycowej Jaskini mówiła o jej położeniu na terenie Polski. Chodziło o południową części Beskidu Sadeckiego, a konkretnie o masywie góry Zubrzyk. Tereny te podczas okupacji nazistowskiej ,nie wiedzieć czemu, były dokładnie przeszukiwane przez Niemców. Niestety jedyna grota na tym obszarze, tuż pod szczytem, nie kryła w sobie za grosz tajemnic.

Tajemnice i sekrety