Dalej jest
tylko strach

Thriller kryminalny
inny niż wszystkie

Patronat medialny

#1. Nie napiszesz książki jeśli…

30 kwietnia 2018

Impuls napisania książki przyszedł do mnie nagle, późną wiosną 2013 roku. Jednak zaczyn do tego działania musiał leżakować z tyłu mojej głowy już od dłuższego czasu. Dawno, dawno temu, jak miałem jeszcze sporo włosów na głowie, postanowiłem napisać powieść. Dzisiaj nawet nie pomnę, czy wymęczyłem wówczas chociaż z dziesięć stron maszynopisu. Doskonale natomiast zapamiętałem swoją reakcję po przeczytaniu tego, co udało mi się stworzyć. Kartki wylądowały w koszu podarte na drobne strzępy.

Stwierdziłem, że ta droga nie jest mi pisana i dokonałem oficjalnego jej zamknięcia. Jak sądziłem na zawsze. Jednak przysłowie „nigdy nie mów nigdy” ma w sobie głęboki sens. Po trzydziestu latach wróciłem do młodzieńczego pomysłu. Teraz czułem, że jestem do tego wyzwania w stu procentach gotowy. Co więcej, doskonale wiedziałem o czym napiszę książkę, a to oznacza, że temat ten musiał kiełkować gdzieś w pokładach mojej podświadomości już od dłuższego czasu.

Większość osób odwiedzających księgarnie, czy to stacjonarne, czy też internetowe i szukających dla siebie ciekawej książki, nie zastanawia się, co musiało wcześniej zaistnieć, by dzieło pisarza /myślę tu o polskich twórcach/ mogło trafić do ich dłoni. Nie myśli o tym także początkujący autor, który pewnego ranka budzi się z przeświadczeniem, że napisze powieść. Takich marzycieli są w kraju nad Wisłą setki, a może nawet tysiące. Mieszkają w małych miasteczkach i w wielkich aglomeracjach. Ich wspólną cechą jest śnienie literackiego snu z happy endem. Jedni mają lat kilkanaście, inni kilkadziesiąt. Podejmują wyzwanie i walkę z losem o swój sukces. Różne są ich motywacje i cele, ale z pewnością łączy ich jedno. Chcą, by ich książka została przeczytana przez jak największą liczbę czytelników. Jedni marzą o setkach, inni o tysiącach odbiorców. Niedługo po tym, jak ukończą pisanie swego dzieła, dotrze do nich smutna rzeczywistość.

Napisanie książki to jedno, a droga do jej wydania to sprawa być może nawet trudniejsza. Nieważne jest, jak genialny utwór literacki stworzyłeś. Brutalne zderzenie z rachunkiem prawdopodobieństwa, jako przeciwnikiem, określi znikome szanse na wydanie twojej książki przez którekolwiek z wydawnictw. Statystyki mówią, że z propozycji do nich nadsyłanych miażdżąca większość, bo od dziewięćdziesięciu sześciu do dziewięćdziesięciu dziewięciu procent ląduje w przysłowiowym koszu. Co ma zrobić pisarz debiutant, gdy z dwudziestu wydawnictw, do których wysłał swoje ukochane dziecko, nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Taki twórca wówczas postanawia samodzielnie wydać swoje dzieło. W tym momencie stanie on przed wielką górą problemów, z których nie zdawał sobie sprawy, gdy siadał do pisania swojego bestsellera. Brak błędów na tym etapie stanowi podstawę sukcesu self-publishingu.

Jedna nie do końca przemyślana decyzja może mieć brzemienne w skutkach konsekwencje i pogrzebać nawet potencjalnie najlepszy materiał na przebój czytelniczy.

To, co napisałem w poprzednim akapicie przerobiłem na swoim przykładzie. Podzielę się z Wami wszystkimi problemami, przed którymi stanąłem, jako autor próbujący samodzielnie wydać książkę. Trudności, to jedno, natomiast metody ich rozwiązania, to rzecz znacznie ważniejsza. Opiszę wszystkie moje wybory i na tych przykładach dokonam oceny ich trafności. Zrelacjonuję cały proces wydawniczy, który przeprowadziłem. Muszę zaznaczyć, iż na jego początku byłem całkowitym ignorantem w tym temacie. Napiszę o wszystkich narzędziach i „dobrych” podpowiedziach znalezionych w sieci. Przedstawię rzeczywiste koszty poszczególnych etapów procesu wydawania książki /poza klasyczną wersją papierową, również wersji elektronicznej/. Na koniec opiszę sposoby, co zrobić, by dotrzeć do potencjalnie największej liczby czytelników.

Spytacie, dlaczego to zrobię? Są dwa powody, ale o nich opowiem później.

Self publishing